Aktualności

Wygrane budują

24 listopad 2016, 19:45:45, I liga
Zachęcamy do przeczytania wywiadu z Katarzyną Masłowską, który ukazał się w ostatnim numerze naszego miesięcznika.

Rozgrywki pierwszoligowe, w porównaniu do Superligi, to duży przeskok?
- Prawdę mówiąc, to osobiście nie patrzę na to z takiej perspektywy. Pragnę się rozwijać robić kolejne, małe kroczki do przodu. Do każdego meczu podchodzę tak samo skupiona i zdeterminowana, jak do meczów w ekstraklasie. Wydaje mi się, że „wyssałam to z mlekiem matki”. Już od samego początku, kiedy zaczynałam swoją przygodę z piłką ręczną, moja pierwsza trenerka Aleksandra Kaczmarek (obecnie Goncik – przyp.red.) wpajała nam te niezwykle ważne wartości.

Póki co wygląda na to, że awans jest na wyciągnięcie ręki. Ale na hurraoptymizm chyba zbyt wcześnie?

- Oczywiście. Bardzo chcemy awansować, ale na dzień dzisiejszy liczy się tu i teraz. Najpierw trzeba wygrywać kolejne spotkania, aby na koniec móc mówić o awansie. Do każdego meczu ostro się przygotowujemy , nie myślimy co będzie za miesiąc czy dwa.

Wysoko wygrałyście m.in. z Koroną i SPR, czyli bezpośrednimi rywalami w walce o awans. Uważasz, że to daje wam przewagę psychologiczną?

- Rzeczywiście, wygrana buduje, ale nie rozpatrujemy tego w tych kategoriach. Piłka ręczna jest sportem nieprzewidywalnym. Mecz meczowi nie jest równy. Chwilę cieszyłyśmy się z wygranej i zaczęłyśmy pracować dwa razy mocniej.

Pierwsze punkty straciłyście dopiero w 5. kolejce. Po remisie w Płocku poczułyście ulgę, czy niedosyt? Z jednej strony prowadziłyście w 59. minucie, z drugiej, rywalki miały okazję, by tuz przed syreną rzucić zwycięską bramkę...

- Szczerze mówiąc, nie patrzę na ten remis z tej perspektywy, że przytrafił nam się „dopiero” w piątej kolejce. To, która to była kolejka, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Liczy się fakt, że podzieliłyśmy się z Płockiem punktami, a uchodziłyśmy za faworyta. Myślę, że takie momenty wiele uczą.  Głównie poprzez  różne potknięcia jesteśmy w stanie jeszcze bardziej się rozwinąć. To one wskazują nam drogę do sukcesu, zwracają nasza uwagę na detale, które przecież w sporcie są niezwykle ważne. Najważniejsze, aby po niepowodzeniu wstać i dalej walczyć.

Ruch w tej chwili to mieszanka doświadczenia i młodości, sporo jest w nim niewiadomych. Jedni uważają, że może szybko powrócić do elity, a inni, że może potrzeba będzie nieco czasu. Jak ty oceniasz na ten moment potencjał zespołu?

- Tak naprawdę, to czas to pokaże, a wynik na koniec sezonu wystawi najbardziej miarodajną ocenę. Pewne w tej chwili jest to, że wkładamy ciężką pracę, by powrót do Superligi stał się faktem, ale to boisko zweryfikuje, czy się nadajemy czy nie.

Pomimo spadku, udało się utrzymać trzon zespołu, pozostały w nim niemal wszystkie kluczowe zawodniczki. To chyba wyjątkowa sytuacja, bo na ogół drużyny degradowane rozpadają się?

- Sądzę, że w tym wypadku pokazałyśmy wielką klasę. Nie jest sztuką uciec z tonącego statku... Skoro „przyczyniłyśmy się” do spadku, chcemy się teraz przyczynić do awansu. Jestem wychowanką Ruchu i chcę, aby klub, w którym stawiałam pierwsze kroki, mógł znów występować w Superlidze.

W październiku rozpoczęłyście Puchar Polski  bardzo udanie. Pewne wygrane z Sośnicą i Zgodą zapewniły awans do ogólnokrajowych rozgrywek. Dodały też pewności siebie?

- Jak wspomniałam już wcześniej - wygrane budują. Co więcej, dają motywacyjnego kopa do jeszcze większej pracy. Tylko poprzez rozwój każdej z nas jesteśmy w stanie zbudować coś bardzo mocnego, trwałego. I właśnie do tego dążymy, aby poprzez progres jednostki zbudować silne fundamenty zespołu.

Masz osobisty cel, plan do zrealizowania w tym sezonie?

- Mam, zresztą myślę, że każda z nas go ma. Trzeba wyznaczać sobie cele i dążyć do ich realizacji.

Kibice, którzy regularnie odwiedzają naszą halę, z pewnością utożsamiają cię z drużyną i uważają za jej „dobrego ducha”. Chyba nie ma na na waszej ławce nikogo, kto reagowałby bardziej żywiołowo!
- Bardzo miło to usłyszeć, dziękuję! Faktem jest, że nie potrafię tłumić w sobie emocji związanych z meczem. Dużo przy tym gestykuluję i gadam sobie pod nosem - pewnie niektórzy myślą , że jestem lekko nienormalna. Choć czasem , kiedy oglądam nasze mecze na wideo, też tak o sobie myślę (śmiech). Bardzo przezywam każdą kolejną akcję. Potem, w domu, po każdym meczu na spokojnie siadam i  analizuję mecz minuta po minucie.

Czego życzyć Ci w najbliższej przyszłości?

- Zdrowia! To przecież ono jest dla sportowca najważniejsze, jeżeli chce się rozwijać. No i do tego wytrwałości w dążeniu do zamierzonego celu.
Reklama



created by:input.com.pl