Aktualności

M. Lesik: Jestem u siebie!

5 październik 2016, 15:09:16
Publikujemy rozmowę z Marleną Lesik, która ukazała się w ostatnim numerze naszego klubowego magazynu.

Opuściłaś Ruch rok temu, ale co kilka miesięcy pojawiał się temat powrotu. Czujesz, że jesteś „u siebie”?
- Miałam wrócić w już grudniu. Niestety, wówczas mój transfer został zablokowany. Co nie zmienia faktu, że przez ten rok, grając w Sączu, nikt nie dał mi odczuć, że w Chorzowie nie jestem u siebie. Wróciłam „do domu” i jestem z tego faktu zadowolona.

Jak ocenisz czas spędzony w Nowym Sączu?

- Poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi. Z dziewczynami przeżyłyśmy zarówno złe, jak i dobre chwilę. Nawiązały się przyjaźnie. Zresztą cały czas pozostajemy ze sobą w kontakcie. Pod względem sportowym Olimpia utrzymała się w lidze - taki był cel, fajnie że udało się go zrealizować. Reszty nie chcę komentować...

Co czułaś grając przeciwko Ruchowi, zwłaszcza w Chorzowie? Doszło do aż 4 bezpośrednich starć.

- Na pierwszym meczu w Sączu nie odczuwałam większego stresu. Fakt - minimalne nerwy się pojawiły, bo w końcu grałam przeciwko koleżankom. Jednak prawda jest taka że na boisku nie ma sentymentów. Trzeba wykonać swoją pracę. Inaczej było w Chorzowie - wróciłam do swojej hali, do swoich kibiców przed którymi grałam wiele lat. Wtedy stres ze mną wygrał. Potem było już o wiele lepiej. W ostatnich dwóch spotkaniach obyło się bez nerwów. Można powiedzieć, że te mecze po prostu się odbyły.

Ktoś mógłby powiedzieć, że odchodząc z Olimpii do Ruchu, zamieniając Superligę na I ligę, robisz krok w tył.

- Czasami warto zrobić jeden krok w tył, żeby zrobić kolejne dwa do przodu.

Formalnie jesteś w Ruchu nową zawodniczką, ale o kłopotach z aklimatyzacją w Chorzowie nie może być mowy.  Sam zespół chyba też nie przeszedł diametralnych zmian?

- Oczywiście że nie ma problemu. Jestem u siebie! Odeszła Gosia Krzymińska, Zuzka Ważna, Paulina Tracz, Natala Krupa i Monia Ciesiółka. Ale reszta dziewczyn została. Doszła Iwona Staś.

W zespole Niebieskich byłaś liderką, w Olimpii też należałaś do czołowych postaci drużyny. Czujesz presję, że w Ruchu masz stać się jedną z liderek?

- Nie, nie ma żadnej presji. Nie jest wcale ważne kto i ile rzuca bramek. Najważniejsze jest, byśmy stworzyły zgraną drużynę i wygrywały kolejne mecze.

Celem działaczy i trenera jest jak najszybszy powrót do Superligi. Uważasz, że jesteście w stanie zrobić to już w pierwszym sezonie?

- Oczywiście, że tak. Nie biorę innej opcji pod uwagę.

Kto będzie waszym najgroźniejszym rywalem?

- Drużyna z Kielc. I oczywiście Olkusz, który wywalczył awans do ekstraklasy już w poprzednim sezonie, ale zrezygnował z powodów organizacyjnych

W minionym sezonie często obserwowałaś Ruch z trybun. Jak uważasz, jakie mankamenty są najpoważniejsze, wymagające natychmiastowej eliminacji?

- Rzeczywiście, to prawda. Kiedy tylko miałam wolne, pojawiałam się na meczach w Chorzowie. Wydaje mi się, że nie ma sensu do tego wracać. Zaczynamy nowy sezon w innej lidze z czystą kartą. Musimy ją zapisać i, mam nadzieję, że zapiszemy ją samymi wygranymi meczami.

W marcu ubiegłego roku doznałaś poważnej kontuzji - w meczu z Zagłębiem  złamałaś rękę. Grasz już regularnie, ale czy odczuwasz jeszcze skutki tego urazu?

- To było rok temu, więc po kontuzji została tylko blizna i... trochę metalu. Już o tym zapomniałam.

Poza tamtym feralnym meczem, możesz mówić o szczęściu. Poważniejsze kontuzje chyba cię omijały?

- Dwa razy miałam zerwane więzadła krzyżowe w tym samym kolanie. Taki jest sport i każdy zawodnik musi się z tym liczyć.

Stawiasz sobie jakiś indywidualny cel przed startem rozgrywek w I lidze?

- Piłka ręczna to gra zespołowa. Dlatego mogę powiedzieć, że naszym wspólnym celem jest awans do Ekstraklasy.


Reklama



created by:input.com.pl