Aktualności

Monika Ciesiółka: Ciężkie treningi muszą zaprocentować

12 grudzień 2015, 15:12:11, Superliga
Monika Ciesiółka w Chorzowie jest obecna już prawie dekadę. Przez ten czas, jak sama zauważa, zmieniło się wiele. Poza jednym - wciąż bardzo skutecznie broni dostępu do bramki Ruchu.

Można rzec, że „Chorzów bramkarkami stoi”. Macie naprawdę mocną konkurencję na tej pozycji. Rywalizacja dwójki Ciesiółka-Montowska a przecież jest jeszcze Natalia Krupa,  mistrzyni Polski juniorek i młodzieżowa reprezentantka kraju.

- Często słyszę to stwierdzenie. Czy jest prawdziwe - nie mnie to oceniać. W Chorzowie zawsze była silna konkurencja w bramce. Myślę, że rywalizacja pozytywnie wpływa na nasz rozwój sportowy.

Bieżący sezon rozpoczęłaś jako rezerwowa, ale w czasem wróciłaś między słupki jako „numer jeden”. Rywalizacja ci służy?

- Nikt nie lubi "grzać ławy", każdy trenuje po to żeby grać. Chociaż nie było to łatwe, musiałam pogodzić się z rolą rezerwowej i czekać na swoją szansę. Mimo, że byłam rezerwową - często grałam. Wchodziłam w różnych momentach meczu, w każdym z nich starając się pokazać z jak najlepszej strony. Lubię rywalizację, w końcu bez niej trudniej się rozwijać.

Od końcówki poprzednich rozgrywek w sztabie obecny jest bardzo doświadczony, były ligowiec - Cezary Winkler. Jak bardzo od tego czasu zmieniły się zajęcia? Ile dzięki temu zyskałaś?

- W zeszłym sezonie nie miałyśmy trenera bramkarek. Po przyjściu trenera Cezarego Winklera wiele się zmieniło, często mamy wyczerpujące treningi bramkarskie.

Trener Winkler kładzie duży nacisk na ustawienie i technikę, ciągle potrafi znaleźć "coś". I poprawia, koryguje, pomaga wyeliminować błędy.
Sytuacja jest interesująca, bo od niedawna waszym szkoleniowcem jest Krystyna Wasiuk - również ex-bramkarka, reprezentantka Polski. Taki duet bramkarzy tworzy jakąś specyfikę
?

- Nie ma w tym żadnej specyfiki. Trenerka Wasiuk głównie zajmuje się zawodniczkami z pola, a trener Winkler odpowiada za bramkarki.

Ale czujesz, że trener z zapleczem bramkarskim inaczej, szerzej patrzy na twoją postawę?


- Nie oszukujmy się - na pewno  nasza trenerka ma swoje spojrzenie na grę bramkarek.  Tyle lat grała na wysokim poziomie, że to naturalne, nie ma czemu się dziwić. Pewnie czasami myśli, że w niektórych sytuacjach zachowałaby się inaczej. Jednak do naszej gry stara się nie wtrącać.

Jesteś w Chorzowie już, jeśli dobrze liczę, osiem lat. Dużo się  zmieniło przez ten czas?


- Przez ten czas dużo się zmieniło zarówno zawodowo jak i prywatnie. Prywatnie - wyszłam za mąż, urodziłam najwspanialszą córeczkę, która w grudniu skończy dwa latka, przeprowadziłam się - same zmiany. A zawodowo? W końcu, po 6 latach, skończyłam wychowanie fizyczne na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Podczas studiów zrobiłam kilka kursów. Chciałabym jeszcze podjąć inne studia ale na razie nie mam na to czasu – może spróbuję za rok?

A życie po karierze zawodnika? Planujesz dopisać do CV kurs trenerski i „pójść w trenerkę”?

- Na AWF zdobyłam licencję trenera II klasy. Póki co nie myślę o trenowaniu innych, wolę skupić się na swoich treningach. Skończyłam studia podyplomowe "Żywienie i suplementacja osób aktywnych w sporcie",  mam też instruktora sportów siłowych - w przyszłości bardziej chciałabym iść w tym kierunku. Obie te specjalizacje wymagają samokształcenia, a ja aktualnie nie mam na to zbyt wiele czasu. Ale myślę że niedługo go znajdę.

Masz na koncie tytuł mistrzowski. W czerwcu wraz z kilkoma innymi zawodniczkami Ruchu zostałaś Akademicką Mistrzynią Polski w barwach AWF Katowice.

- Akademickie Mistrzostwa Polski to fajna sprawa, zawsze chętnie w nich uczestniczyłam. Polecam wszystkim, to jest trochę taka odskocznia od grania w klubie. Niestety były to moje ostatnie AMP-y. Ale tym bardziej cieszy złoty medal.

Ruch w tym sezonie długo nie zachwycał, zgubił kilka ważnych punktów. Jaki był, Twoim zdaniem, najtrudniejszy mecz?


- Ciężko powiedzieć, który był najtrudniejszy, każdy mecz jest inny. Myślę, że mogłyśmy wygrać w Gdańsku, Nowym Sączu i Kościerzynie. Przełamałyśmy się dopiero z Jelenią Górą, ale lepiej późno niż wcale. Teraz czeka nas runda rewanżowa i miejmy nadzieję, że nadgonimy te stracone punkty.

Właśnie - z końcem rundy złapałyście oddech i wasza gra napawa optymizmem. Czujecie, że jesteście w stanie odwrócić kartę i wspiąć się w tabeli do miejsc premiowanych grą w play-off?


- Uważam, że jak najbardziej mamy na to szansę. Tym bardziej, że do ósmego miejsca tracimy tylko cztery punkty. Na treningach ciężko pracujemy, w końcu musi to zaprocentować. Ważne, że uwierzyłyśmy w siebie.

Reklama



created by:input.com.pl