Aktualności

Nie wytrzymały ciśnienia

4 styczeń 2015, 23:42:34, Superliga
Żywiołowy doping piłkarskich kibiców i presja wyników przytłoczyła „Niebieskie”, że zapomniały jak się gra w piłkę ręczną. Gdy sobie na moment, pod koniec pierwszej połowy, chorzowianki przypomniały na czym polega handball, było już praktycznie po herbacie.

RUCH CHORZÓW - POGOŃ BALTICA SZCZECIN 18:26 (10:14)

 

[RUCH:] Montowska, Ciesiółka - Pieniowska, Piotrkowska 2, Lesik

5/3, Drażyk, Migała, Krzymińska 2, Masłowska 1, Sucheta, Rodak 3,

Sadowska 1, Belmas, Ważna 4. Kary 10 min. Trener Marcin KSIĘŻYK.

[POGOŃ:] Płaczek, Sziwierska - Sabała 2/1, Stachowska 1, Cebula

5/1, Noga, Głowińska 1, Królikowska 4/1, Stasiak 1, Koprowska 1,

Zawistowska, Kochaniak, Fornalik 2, Jaszczuk 2, Duran 7. Kary 8

min. Trener Adrian STRUZIK.

[Sędziowali:[ Andrzej Kierczak (Michałowice) i Tomasz Wrona

(Kraków). [Widzów] 824.

 

Z wielkimi apetytami na zwycięstwo i wolą przełamanie złej passy w

spotkaniach z siódemką ze Szczecina przystępowały do tego spotkania

zawodniczki Ruchu, ale początek meczu był jak z koszmaru. Co prawda

 prowadzenie „Niebieskie” mogły zdobyć już w 40 sekundzie, ale

wtedy fatalnie rzut karny wykonała Agnieszka Piotrkowska trafiając

w stojącą na środku bramki Martynę Huczko. Potem jeszcze

chorzowianki trafiły w 4 min w słupek i nagle kompletnie zapomniały

jak się gra w piłkę ręczną.

 

 

Rumor zaszkodził

 

Speszone, a może „tylko” przemotywowane, nie wytrzymujące ciśnienie

odpowiedzialności za wynik i... żywiołowego dopingu blisko 1000

kibiców,w tym sporej grupy fanów piłki nożnej, oddały pole

handballistkom Pogoni, którym rumor w chorzowskiej hali nie

przeszkadzał, a wręcz odwrotnie. Tak więc pierwszą bramkę w

oficjalnym meczu w nowym roku „Niebieskie” rzuciły dopiero w 9

minucie, przy stanie 0:5. Po 20 minutach miały na koncie tylko dwa

trafienia, cztery niewykorzystane rzuty karne - Piotrkowska, Lesik,

Migała, Ważna - przegrywając spotkanie różnicą aż 10 bramek (2:12).

Tak beznadziejnego początku  meczu na własnym parkiecie podopieczne

Marcina \\\\Księżyka jeszcze nie miały.  Od początku

nie graliśmy tego co potrafimy. W ogóle nie realizowaliśmy założeń

taktycznych. Słabo broniliśmy, bramka nam nie pomagała,

pudłowaliśmy z rzutów karnych, w ataku pozycyjnym nie stwarzaliśmy

sobie pozycji, a jak już do niej doszliśmy, to nie

wykorzystywaliśmy okazji.

Tak więc w Chorzowie po 20 minutach wydawało się, że jest po meczu,

tymczasem po raz kolejny potwierdziła się opinia o zmienności

kobiet. Uspokojone przyjezdne, że punkty są już w kieszeni spoczęły

na laurach, tymczasem „Niebieskie” po pięciu trafieniach z rzędu

wróciły do gry niwelując straty do czterech bramek. Jeszcze lepiej

sytuacja miejscowych wyglądała szybko po przerwie, które w 34

minucie zbliżyły się do przeciwniczek na trzy „oczka”. I tym razem,

gdy była szansa na odwrócenie losów „ułożonego” już meczu,

chorzowianki od 40 minuty postanowiły zrobić wszystko, by gościnnie

oddać zwycięstwo Pogoni Baltice.

 

 

Rekord błędów

Chorzowianki popełniły w ostatnich 20 minutach rekordową liczbę

niewymuszonych błędów, zmarnowały multum stuprocentowych sytuacji,

czego nie przystoi robić na tym poziomie i tylko niefrasobliwości

szczecinianek oraz dobrze broniącej Dominice Montowskiej mogą

podziękować, że nie przegrały inauguracyjnego meczu w 2015 roku w

dwucyfrowych rozmiarach. - Nie pamiętam, żebyśmy tak słabo zagrali

u siebie - podsumowywał występ Ruchu trener Księżyk. - Chyba doping

kibiców sparaliżował dziewczęta, ale czy oznacza to, że wolą grać

przy pustych trybunach? Musimy szybko zapomnieć o tym meczu i

skupić się na wyjeździe do Olkusza. To wydaje się być przeciwnik w

naszym zasięgu, w następnym meczu będziemy chcieli odbudować nasze

morale.

Zbigniew Cieńciała

Reklama



created by:input.com.pl