Aktualności

O połowę mniej błędów i mogła być niespodzianka

7 styczeń 2019, 10:37:36
Ruch uległ wiceliderowi z Koszalina 23:29, ale wcale tak być nie musiało. Trzy niewykorzystane rzuty karne, kilka prostych błędów, w tym jeden wręcz kuriozalny. A do tego pechowa sytuacja, po której rozgrywająca bardzo dobre spotkanie Viktoria Tyszczak doznała poważnego urazu nosa.

Siedem i pół tygodnia trwała przerwa w rozgrywkach PGNiG Superligi (z uwagi na występ reprezentacji w grudniowych mistrzostwach Europy we Francji). Piłkarki Ruchu rozpoczęły rundę rewanżową od meczu z wiceliderem tabeli Energą AZS-em Koszalin.

W mieście rywala "Niebieskich" wydarzyła się w piątek tragedia. W wyniku pożaru w escape roomie śmierć poniosło pięć 15-latek. Przed rozpoczęciem meczu kibice uczcili minutą ciszy ich pamięć.

Później w hali MORiS było głośno jak nigdy wcześniej w tym sezonie. Na meczu pojawili się bowiem kibice piłkarskiego Ruchu, w tym "Niebieskie bajtle", czyli grupa dzieci robiąca furorę na sektorze rodzinnym stadionu przy Cichej.

- Stworzymy sektor rodzinny, tak jak ma to miejsce na meczach piłki nożnej i będziemy prowadzili "wojnę" na doping z Ultrasami z grupy Ultras Niebiescy, którzy zajmą miejsce po przeciwnej stronie hali - zapowiadał Szymon Michałek prowadzący doping dzieciaków. "Kto wygra mecz?" - krzyczały bajtle. "Ruch!" - odpowiadała druga strona. I na odwrót.

Wynik otworzyła Monika Michałów z Koszalina, ale po rzucie Natalii Stokowiec i bajtle, i starsi kibice po raz pierwszy mieli powody do radości. Energa AZS uchodziła za zdecydowanego faworyta i po 6 minutach prowadziła 3:1, jednak chorzowianki starały się maksymalnie utrudnić życie rywalkom. Izabelę Prudzienicę pokonała Viktoria Tyszczak, później zaś akcję przez pół boiska celnym rzutem sfinalizowała Katarzyna Masłowska. W 11. minucie był więc remis 3:3.

Od tego momentu przewagę osiągnął wicelider Superligi (grający bez kontuzjowanej Romany Roszak). Po kwadransie i rzucie karnym Pauli Mazurek miał już cztery gole przewagi (7:3).

Wiadomo było, że Ruchowi z tej klasy rywalem nie będzie łatwo w ataku. Do tego rzut karny zmarnowała Żaneta Lipok. A gdy "Niebieskie" zdołały w końcu rzucić bramkę, pojawił się inny problem - zbyt wolny powrót do obrony i błyskawiczna reakcja Koszalina. Tak było choćby w 19. minucie, gdy na bramkę Dominiki Nimsz natychmiast odpowiedziała Tatiana Smbatian. Drugi przykład - hala zatrzęsła się od braw po rzucie Tyszczak, ale dosłownie parę sekund później trafiła Michałów.

W 26. minucie po rzucie Hanny Rycharskiej przyjezdne odskoczyły na sześć goli (7:13 z perspektywy Ruchu). Na szczęście końcówka tej części była zdecydowamnie lepsza w wykonaniu podopiecznych Krzysztofa Przybylskiego. Magdalena Drażyk, Tyszczak oraz Nimsz zmniejszyły różnicę do czterech trafień (10:14).

Początek drugiej połowy to... kuriozum. Chorzowianki wznowiły grę od środka, ale natychmiast straciły piłkę, po banalnym błędzie. Kompletnie nie spodziewała się tego bramkarka Karolina Kuszka, która dopiero co zmierzała między słupki i była odwrócona plecami do boiska. Dominika Han nie mogła tej okazji zmarnować.

Na szczęście "Niebieskie" nie rozpamiętywały tej sytuacji. Dwa razy nie pomyliła się Masłowska, zaś po rzucie Tyszczak Ruch przegrywał zaledwie 13:15!

Tyszczak była jedną z najlepszych piłkarek w tym spotkaniu. Tym większa szkoda, że tuż po rzuceniu czwartej bramki musiała opuścić boisko. "Tyszka" zderzyła się ze Smbatian. Sędziowie odgwizdali faul ofensywny, co budziło wątpliwości. Koszalinianka trafiła bowiem łokciem rozgrywającą Ruchu. Efekt może być opłakany. Z pierwszych informacji wynika, że Tyszczak najprawdopodobniej doznała złamania nosa.

- Powiedzmy szczerze: sytuacja dwuznaczna. Można było dać czerwoną kartkę za atak na twarz naszej zawodniczki, a nie faul w ataku. Nie będę jednak dywagować z sędziami - komentował Krzysztof Przybylski, trener Ruchu.

Później koszalinianki powiększyły przewagę. Ruch ponownie ją zredukował - do stanu 17:19, po rzucie karnym Natalii Doktorczyk. Skrzydłowa nie myliła się w trzech pierwszych próbach z siedmiu metrów. Pomyliła się jednak w czwartej (przy stanie 17:20).

Od tego momentu zwycięstwo Energi AZS-u nie było już zagrożone. Podopieczne Anity Unijat odskoczyły na siedem bramek (17:24) i stało się jasne, że wywiozą z Chorzowa trzy punkty.

W końcowych minutach z dobrej strony pokazała się Aleksandra Sójka (trzy gole), dwa karne wykorzystała Masłowska i ostatecznie "Niebieskie" uległy drugiej drużynie Superligi 23:29.

- Szkoda, wielka szkoda. Uważam, że gdyby tych błędów było o połowę mniej, to - kto wie - może cieszyłybyśmy sie ze zwycięstwa. Za dużo błędów indywidualnych, złych podań, fauli w ataku. Jest niedosyt, mogłyśmy to wygrać - podkreślała Katarzyna Masłowska, najskuteczniejsza piłkarka Ruchu (6 goli).

- Na pewno był to mecz walki, Walczyliśmy na tyle, na ile nas było stać. Trochę nam się to granie posypało, gdy wypadła Viktoria - podsumował Krzysztof Przybylski.

W następnej kolejce - 12 stycznia (godz. 17.00) - Ruch zagra na wyjeździe z Piotrcovią.

źródło: www.chorzowianin.pl
Reklama



created by:input.com.pl